27 10/11
09:22

Udany rewanż

„Udany rewanż”( erfolgreich Revanche, úspešný zápas, sikeres visszavágót)- scenariusz-manfred-zdjęcia-manfred

Trzeba było się gdzieś wybrać a, że pogoda zapowiadała się bajecznie wybrałem się w Tatry. Kiedyś już w planach miałem takie wyjście ale z racji niesprzyjających warunków czytaj mgły obsrałem się w maj talony i zrezygnowałem z wytyczonej trasy. Dziś ma być inaczej.
Wybieram się na sedlo Stolarczyka od Czarnej Jaworowej. Pakuje majdan i już ok. 9 jestem na szlaku. Tam w pewnym momencie chyłkiem z niego zbaczam i mam zamiar przekroczyć potok. A, że nie mam tak wielkiego kroka próbuje chipkać po kamieniach. Jako że dawno w górach nie byłem błednik ma się wyśmienicie a i obślizłe kamerdolce też, ten sposób przejścia potoka ma się nijak. Wybieram drugi wariant ściągam buty i skarpety i włażę do wody. Tu ściska mi skronie niemiłosierny ból a stopy moje też. Jakoś udaje mi się przejść potok nie wiem tylko dlaczego pstrągi tak szybko mknęły w górę potoka. Ścieżka która prowadzi do nad Czarny Staw Jaworowy to najpiękniejszy odcinek podejścia jaki mi się nasuwa w mojej głowie. Mijam staw i chyłkiem pod próg. A z tym progiem to jest tak, że jeszcze ani razu nie udało mi się go przejść od strzału onsajt. Dwa razy przymierzam się z plecakiem wielkim prawie jak ja i nic z tego. Wreście zrzucam plecak i próbuje na sucho. Idzie bez najmniejszych problemów ale kurde kto mi plecak poda. Schodzę znowu i myślę se, że na głodnego nie przejdzie się ten próg. Otwieram konserwe tyrolską za 2.49 Ciekawe co tam zmielili, że to tyle kosztuje i na myśl przychodzi mi mój kot którego ukradli mi z 6 mc temu. Brrr zaś chyba ludzie nie są tak złośliwi. Napawam się smakiem konserwy popijam jakiegos tajgera i prożek pęka w mig. Na trudności tyrolska. Skakam se po kamieniach, cieszę się i docieram na górne piętro do Bańdziocha. Po chwili jestem już rozpakowany bo to wiecie jest tam taka kolebka w której się można się kimnąć. Pstrykam zdjęcia, opalam się ot normalny komsomolski wypoczynek. Budzik nastawiam na 5 rano He He He dobre nie. Wstaje o 7 pożeram jakiegoś cukierka pakuje się i uciekam w stronę żlebu , który wyprowadza na sedlo Stolarczyka.Oświadczam będąc poczytalny, że to jeden z najgorszych żlebów jakim przyszło mi się wspindrać. A od Szymkowego żlebu to już w ogóle syf i mogiła krucho krucho i jeszcze raz krucho. Zostawiam plecak bo po przeczytaniu że cytuje „że 20 metrów trzeba bystro zejśc piarżystym zachodzikiem a następnie zachodzik roztraca się w przerywane kruche żwirem przysute stopnie którymi dość bystro w dół na dno żlebu” He dobre nie, w życi mam to obejście i dlatego schodze na dół i wchodzę w Szymkowy żleb( Jacyków by się ucieszył)A żleb ten jest jednym z krótszych żlebów ale w swojej piękności i litości najwspanialszy. Jestem na Papirusowej przełączce. A tu powiem Wam piknie ciepło aż się człowiekowi chce wódki napić.Następnie do lewa po litych stopniach i ściankach na Czarny szczyt. Nima nika po jakiejś godzince schodzę na prawą odnogą za kopczykami. Trzeba tu się w połowie zejścia przewinąc do Dzikiej i litymi ściankami i stopniami docieram na ( tutaj musze se zerknąć do Paryskiego bo za cholerę nie wiem jak się to nazywa)PCG czyli Pośrednią Czarną Galerię. Następnie schodzę Zadnią Jakubową Drabiną i jestem w Dzikiej Dolinie. Ogólnie muszę przyznać że wejście Jakubową Ławką czy to drabiną jak zwał tak zwał należy do pięknej tury.Potem to już tylko zejście doliną Dziką na Zielone Pleso.Doliną Kieżmarską do Białej Wody. A tam już zastawka i za dwa euraki na Łysą Polanę. Ot i cała historyja a kto nie uwierzy temu obije ryja się mi tak zrymowało.