03 03/13
11:37

20.25 czyli Planetoida 2012 DA14

Siedzę sobie w piątek przed telewizorem a po lewej stronie w kuflu o pięknym kolorze piwo natomiast po prawej w głębokiej misce cała paczka czipsów o smaku zielonej cebulki. Na nogach kapcie typu pieski. Żona coś tam smaży w kuchni na patelni chyba kiełbaski z cebulą na kolację. W pewnym momencie czytam, że w kierunki ziemi leci jakiś kamyk kosmiczny. I dokładnie o 20.25 przeleci najbliżej jak do tej pory blisko ziemi. Mało tego brakowało 15 minut aby ziemia była na lini tego kosmicznego kamerdolca. W pizdu myślę sobie gdyby siekło w ziemię to już nigdy nie zobaczyłbym swoich ulubionych gór z których jak wracałem to zawsze piwko a i wódeczkę smakowałem. Srały muchy jutro (sobota) wyjdę w góry na Gąsienicową aby zobaczyć na własne oczy maszynę, która daje za darmo wrzątek do termosu.

Doszedłszy do schroniska zmieniłem sobie Play Online w telefonie 1gb na Pakiet Internet 2 GB. Nawet dość fajnie mi poszło. Myślę se idę nad staw zobaczyć czy kaczki pływają. Kiedyś byłem i było ich bardzo dużo.

Doszedłszy nad staw nie znalazłem kaczek pewnie wygineły. Natomiast wszędzie ludzie się styrmali pewnie jeszcze nie wiedzieli że asteroida nie pierdyknie w ziemię i spokojnie można kontynuować swoje życie.

Jak już tu jestem to podejdę zobaczyć czy jest śnieg na przełęczy Koziej. Pamiętam jak dziadek opowiadał mi, że jak niemcy przyszli w 39 to była taka zima ze on w kapciach na drugą stronę przeszedł.

W pewnym momencie oglądam się za siebie i widzę, że w moim kierunku podąża banda zbrojna. Wiem coś o tym czytałem na internecie że takie bandy grabią ze wszystkiego. Wpadłem na pomysł, że wyjdę na samą górę i zawołam „na pomoc”

 

Wszedłszy na wierzchołek byłem tak zziajany iż nie mogłem głosu wydobyć. Wtedy to wziąłem czekan w ręce i niech się dzieje wola Pana. Ale zauważyłem że banda rozpierzcha się. Jedni od przodu a jedni od zawietrznej atakują.

Po spotkaniu okazało się, że to niegroźna banda, która ino tu na wypoczynek przyjechała a łupi u siebie na znajomym terenie. Przyszła pora na powrót no bo przecież w domu czekają ze smaczną kolacją kopytka vel leniwe w sosie grzybowym.

Po drodze spotykam jeszcze dwóch obcych ale po zaznajomieniu ich o kosmicznym kamyku i braku niebezpieczeństwa i po wymienieniu spostrzeżeń o pogodzie oraz gdzie jest Kozia Przełęcz rozstaliśmy się w zgodzie.

Ci też nic nie wiedzą o kamyku – szczęściarze.
W pięknej pogodzie wracam do pkt wyjścia. Teraz już może wszystko walnąć w ten kawałek górskiego padołu.

Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś wybiorę sie aby przypomnieć i zapamiętać piękne tatrzańskie obrazy.

PS Serdecznie dziękuję ruskim i amerykańcom a szczególnie Brusowi Łilisowi za to, skierowali kosmiczny kamyk w inną stronę co nie wywołało apokalipsy zniszczenia. Proszę też kardynałów aby nie wybierali czarnego ups afroamerykańskiego papieża tak aby się przepowiednia nie sprawdziła. Z górskim Hejjjjjj